11 listopad 2022

Dzień 4626. Czas leci. Tylko z mojej winy wydłuża się czas między kolejnymi wpisami, za co przepraszam tych co jeszcze moją książeczkę czytają. Fakt, to tylko ponad cztery miesiące, albo aż cztery. Ostatni wpis zakończył SUF w Olsztynie. Podróż i pobyt w tamtym miejscu długo jeszcze będę miło wspominać.

W połowie lipca zawitaliśmy w Sianożętach. Jak zwykle na trzy tygodnie :). Lato od początku było słoneczne i gorące, więc mieliśmy nadzieję, że i nasze wakacje takie będą. Nad Bałtykiem upały są inne niż we Wrocku. Niby temperatura taka sama ale do wytrzymania. W domu pomaga klima, a na wakacjach dobre nastawienie. Kilka dni po naszym przyjeździe do ekipy dołączył Damian z Bożenką i jak zawsze stadkiem dziecków. I własnymi i przygarniętymi :). W sumie było ich siedmioro. Z naszą trójka, to przy wspólnym stole zasiadała dziesiątka.

Kampingowa stołówka u Zawadziłów 🙂

Życie wakacyjne z jednej strony płynęło powoli i w swoim rytmie, a z drugiej za szybko. Dosłownie przeciekało przez palce jak na plaży słona woda Bałtyku. Lubimy spędzać w taki sposób wspólny, letni czas. Nie wiadomo jeszcze ile razy Miluś będzie chciał tak z nami jechać.

Ajlawju przedreptała tam kilkadziesiąt kilometrów a rowerem przejechała trzy razy więcej. Ma siłę i lubi tak spędzać wolny czas. W domu rowerem co dzień jeździ do pracy a po powrocie jeszcze z mamą ponad godzinkę spaceru.

Udało mi się pstryknąć kilka ładnych fotek i chcę się z Wami nimi podzielić.

Chmurny zachód słońca.
Piękne słoneczne halo.

Na pożegnanie po 21 dniach zostawiliśmy na plaży podpis. Raczej nie dotrwa do kolejnego roku.

W połowie września, Szwagierek mój Jacek osiągnął mój poziom, czyli pół setki :). Z tego też powodu była okazja do świętowania w rodzinnym gronie.

Niestety mimo syzyfowych wysiłków i codziennego picia naparu z pokrzywy, moja odporność nie wzrosła i poziom immunoglobulin był zbyt niski, żeby podać mi Ocrevus. Kolejne miesiące bez leku i kolejne miesiące oczekiwania. Sierpniowy i październikowy retest nie dał oczekiwanego efektu i czeka mnie kolejny w grudniu. Łódzki lekarz dr Kun powiedział, że główkują na miejscu co ze mną zrobić. Zobaczymy. Czas pokarze.

5 października nad Wrocławiem, o zachodzie słońca było piękne niebo. Aż musiałem to uwiecznić.

Doczekałem się w końcu turnusu rehabilitacyjnego na ul. Poświęckiej we Wrocku. To całe 7 kilometrów od domu, więc można by chodzić na pieszkę :). Czekałem, bo trwał remont i teraz blok jak nowy. Jasno, ledowo, dodane całe skrzydło na około 16 osób. Sale do rehabilitacji jak i cała reszta schludnie i nowocześnie. Konserwator zabytków nie poszedł na zbytnie ustępstwa, ale jest inaczej. Na bloku B dach ozdabiają panele fotowoltaiczne a pod blokiem widać instalację pomp ciepła. Eko musi być. Szkoda, że nie zadbali o wi-fi i trzeba ciągnąć od operatora. Będę tu rezydować całe trzy tygodnie i teraz w święto piszę zaległy materiał. Trzymajcie się cieplutko.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.