5 lipca 2020

Dzień 3765. Czas ucieka, a ja wciąż młody… 🙂 Żarcik taki. Tak, wiem, znowu długo nie pisałem. Za długo. Pandemia trwa w najlepsze, a my już powoli się z nią dogadujemy. Początki były trudne i przerażające. Puste ulice, ludzie przemykający chyłkiem pomiędzy bramami budynków. Życie powoli uciekało między palcami. Na szczęście to już trochę za nami. Wakacje za pasem i moje teście już w Sianożętach, ale po kolei. W maju moje MP3 przeszło kolejną operację. Wymiana uszczelki dekla pompy wody i przegląd napędu. Do tego jeszcze kilka pomniejszych napraw i usprawnień niegodnych wzmianki. Roboty dużo, bo skutery mają to do siebie, że żeby cokolwiek zrobić, trzeba wszystkie plastiki porozkręcać. Wtedy maszynka wygląda nieszczególnie :). W każdym razie wszystkie planowane naprawy zakończyły się sukcesem. Dobrze, że do pomocy miałem teścia i szwagra.

Jazdy po mieście dają mi dużo radości. Wrocław bardzo się zmienił, od kiedy przestałem po nim na co dzień się poruszać. W końcu moja praca kiedyś na tym polegała. Miasto musiałem znać od podszewki. Teraz dziwię się nowym budynkom, ulicom i nawet osiedlom. Latając po Krzykach, zabrałem Pinia w jedno miejsce. Bez kamer, trochę za spokojne 🙂

18 maja przyniósł jeszcze jedno super wydarzenie. Nasz kochany Miluś zdał egzamin na prawo jazdy. Jestem dumny i cieszę się, że mogłem mu towarzyszyć. Nie obeszło się bez małego poślizgu, ale któż jest nieomylny. Jeszcze raz GRATULACJE Synuś 🙂

Środa 20 maja powitała mnie z rana w szpitalu rehabilitacyjnym na Poświęckiej we Wrocku oczywiście. Szybka akcja. W poniedziałek telefon, w środę już na oddziale. Byłem tam już piąty raz, więc wszystkie kąty i personel znam dobrze. Obostrzenia szpitalne w dobie Covid-u drastyczne. Zakaz wyjść, zakaz odwiedzin, wszyscy w maskach, dwa razy dziennie kontrola temperatury. Oczywiście dostawy na parking i tak musiały być dopuszczone, bo przecież zawsze człowiek o czymś zapomni. No i musiałem zobaczyć jak Miluś zajechał Priuskiem 🙂 (jeszcze z mamą). Trochę przez te trzy tygodnie rehy zmieniłem swój image. Sami oceńcie :). Dwie foty, z 21 dniowym odstępem.

Przed

I po 🙂

I na koniec ostatnia informacja, czyli kolejna porcja Ocrevusu zassana w łodzi w zeszłą środę. Miało być szybko, a wyszło jak zwykle, bo dzień wcześniej dowiedziałem się, że o 10.30 mam najpierw MRI. To opóźniło wlew o godzinę i zacząłem przed 12. Trwało to do 16-tej z górką i w domu byliśmy przed 19…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.