9 wrzesień 2019

Dzień 3476. Na wstępie bardzo wszystkich przepraszam za prawie półroczną nieobecność. Nie było to zamierzone, ani zaplanowane. Po prostu złośliwość rzeczy martwych. Awaria elektroniki i brak kompatybilności między domeną a serwerem. Nadworny informatyk walczył z tematem, aż w końcu się udało. Bez strat.

Od marca i osiemnastych urodzin Milusia trochę rzeczy się wydarzyło. W kwietniu na prima aprilis, w bólach i podskokach urodziłem pięć całkiem sporych kamyków. Niestety mój radosny organizm ma tendencję do generowania takich artefaktów.

W połowie czerwca pojechaliśmy we trójkę, ja Niusia i teściu do Sianorzęt rozstawić ranczo na sezon 2019. Wbiliśmy od razu w pogodę, więc ranczo ranczem, a plażing i gładzica z frytkami musiała być. Po naszym krótkim, bo tylko czterodniowym pobycie, nad Bałtyk pojechał szwagier ze swoją babską ekipą.

Minęło kilka dni i zaraz po Bożym Ciele nadszedł czas na SUF 🙂 Spotkanie Użytkowników Forum ekipy Moto Crazy 🙂 Tym razem zlot czarownic był pod egidą SMURFFÓW. Smerfy zleciały się z całej polski, tym razem Europa niestety tego roku nie dała rady. Zabawa była przednia, choć dojazd miałem jak zwykle z przygodami. Ale nie mechanicznymi tylko pogodowymi. Wyjazd z Wrocka w piątek opóźniałem ile się dało, bo od rana lało. Dopiero po 13 przestało i mogłem ruszyć w trasę do Bełchatowa. Fala deszczy płynęła z wiatrem przede mną, więc nie spieszyło mi się. Niestety dogoniłem deszcz i już nie bardzo mogłem się przed nim schować. Krótko mówiąc zlało mnie rzęsiście 🙂 Kurtka motocyklowa już dawno straciła swoją membranę i zasysa wilgoć jak gąbka. W każdym razie dojechałem i było zacnie. Ekipa szczęśliwa i zgodna. Każdy kolejny zjazd, na pewno będzie udany. Żeby tylko zdrowia nie brakło.

Czas na SUF 😜 Ciągnik z przyczepą gotów 👍

Cała ekipa Moto Crazy razem z sąsiadami z wieczoru kawalerskiego

Smerf Okularnik, jak zwykle kostiumem podbił serca. Czapka i buty, projekt mój, wykonanie Nosferek, koszulka od Pinia a spodnie z Allegro 🙂

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.