23 styczeń 2018

Dzień 3251. Niestety, ale od kilku tygodni czuję się gorzej. Szybko się męczę i bardziej mnie bolą nogi. Wciąż jednak mam nadzieję, że to tylko spadek formy spowodowany pogodą i porą roku a nie jakiś rzut. Niedługo, bo w walentynki jadę na wlewkę i wolał bym być w formie. Na tą chwilę na szczęście nie mam żadnych zaplanowanych zajęć, bo było by słabo. We Wrocku śniegu nie ma, choć ostatnio mrozik trzyma. Niewielki, bo w dzień ok -5 a w nocy -10, ale to wystarczy, że w aucie zamarzła mi woda do picia i musiałem schować do mieszkania piwo z balkonu, bo by zamarzło… Ale przecież to zima, styczeń, więc nie dziwota 🙂 Żuczek podpięty w garażu pod automatyczny prostownik i nakryty pokrowcem czeka na sezon, więc czekam i ja. Miluś za parę dni zaczyna zimową pauzę. Szkoda tylko, że nie zassał zimowego bakcyla na jakieś narty, czy snowboard. Na szczęście nieopodal mamy lodowisko. Będzie mógł sobie ze znajomkami pojeździć.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.