10 październik 2016

Dzień 2454. Już parę dni (a dokładnie cztery) jak mieszkam w hoteliku na Poświęckiej. Na szczęście mam zgodę od pani ordynator na codzienne wychodzenie na przepustkę, bo tutaj bym chyba padł z nudów. Do domu mam całe siedem kmów z hakiem, co się przekłada na 12 minut jazdy autem. Z czerwonym na jedynych światłach po drodze będzie 15. Na tą chwilę mam zaplanowane tylko dwa zabiegi. Masaż wirowy – z dojściem 15 minut i ćwiczenia 45 minut piętro niżej. O 10.30 już jestem zarobiony. I co dalej z czasem robić? Proste. Spływać do domciu ☺. Pigułki trzeba przyzwyczajać, że się zrywam codziennie. Robię to na legalu,  ale one zawsze mają coś do powiedzenia. Wczoraj czułem się fatalnie. Jak zwykle przeczulica turbo i zdrętwiałe nogi. Pogoda do dupy,  to i ja do dupy. Standard.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.