30 wrzesień 2014 – 20 rzut :-(

Dzień 1802. Nosił wilk razy kilka i mleko się rozlało. Znowu. Po raz dwudziesty. Minęło prawie trzy miesiące od ostatniego tąpnięcia, więc skurwiel trzyma się harmonogramu.Już jak wróciliśmy z Łodzi czułem niepokój w kopytach. Minęły dwa dni i temat się wykluł. Jutro startuję z Solumedrolem, ale nie będę kładł się do szpitla, tylko jak przedostatnio zakłuję się i będę dojeżdżał na wlewy na oddział. Nie ma sensu uwalać się na szpitalny wikt i opierunek. Szkoda na to czasu. Pięć dni i po krzyku. Trochę zmienię kolor na bardziej burgundzką czerwień, ale to po paru dniach mi zejdzie. Do tego we wtorek o 10 mam zabieg na moim przystojnym pysku, po którym przez paręnaście dni będę wyglądał, jakby mnie ebnął ostatni pospieszny do Złotego Stoku. Twarz będzie wyglądać niewyjściowo bo usuwam u plastyka cztery znamiona. Dwa na górnej wardze, jeden na karku po lewej stronie i jeden z prawej skroni. Tak że cały fizis będzie w opatrunkach.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.