26 maj 2014

 

 

Dzień 1674. W sobotę pojechałem do Sulistrowic, gdzie moja dawna ekipa z SW Bikers organizowała V Koci Rajd (kiedyś Rajd Kocich Gór). Zmiana polega na tym, że zmieniła się miejscówka rajdu i teraz odbył się na terenie masywu góry Ślęży, a poprzednio był to teren Kocich Gór. Jest to niskie pogórze na północ od Wrocka w pobliżu Trzebnicy. Cel został osiągnięty bo spotkałem się z tymi ludźmi co chciałem. Szkoda, że nie ze wszystkimi. Spotkałem nawet przez chwilę takiego jednego gościa, i nawet odpowiedział na moje „cześć” ale jakoś tak nieszczerze. Leję na to. Dzień był goowniany i mokry. Jadąc tam autostradą lało okrutnie i zaczęła spadać temperatura, a ja nie zabrałem żadnej kurtki i myślałem, że po prostu zmarznę. Na szczęście deszcz minął i nawet zrobiło się momentami słonecznie. Było nawet przyjemnie. Wracając jeszcze wpadłem do szwagiera Jacka do Rogowa Sobóckiego na 6 urodziny jego córci Milki. To starsza siorka mojej i Ajlawju Chrześcijanki Toli 😉 Wracając do Wrocka znowu zaczęło lać. I to ostro. A w niedzielę cały dzień było cacy i sucho. Taka karma.

Jak ostatnio widziałem się z moim dottore, powiadomił mnie, że mimo jego starań              4 Wojskowy Szpital Kliniczny olał swoich SMowych pacjentów i postanowił nie podpisywać kontraktu z NFZem w sprawie leczenia nas Gylenią. Czemu nie wiem i dottore też. Przecież to zwykłe skoorwysyństwo. Pieniądze nie są z kieszeni szpitala tylko z budżetu, a te chooje myślą że to ich kasa?  Jestem po prostu zawiedziony. Tak naprawdę, od kiedy zakończyłem kłuć sobie doopę betaferonem, nie mam żadnego prawdziwego leczenia farmakologicznego. Łódź i ich eksperyment jest nieskuteczny. Nikt ci nie powie co mi aplikują, bo nikt nie wie co to jest. Ja uważam, że to placebo. Woda Święcona pachnąca witaminą B. Kiedyś jakaś pielęgniarka rzuciła tekst, że mogę powiedzieć synowi, że dostaję najnowocześniejszy lek na świecie. Albo jestem zajebiście odporny na leki, albo dostaję gnojówkę, bo na pewno nie jest to lek. Po takim czasie powinny być jakieś efekty. Jakiekolwiek, a tu jest k… coraz gorzej. Porównując do analogicznego czasu sprzed roku jest dupa. Na 4 rajdzie pracowałem spoko przez cały dzień i dałem radę, a teraz ledwie mogę potoczyć się przez trzy godziny i puchnę. Jest coraz gorzej a te gnoje nie chcą dać ci lekarstwa. Dlaczego? Bo nie, i ch… Taka poroniona gadka. Tak posypał mi się pęcherz i sylwestra spędzałem w szpitlu, to wszyscy dyplomowani doktorzy mieli mnie w dupie i nie reagowali na moje prośby o zolpidem, który muszę brać, bo to jedyny lek, który mi choć trochę pomaga i z jego pomocą mogę w miarę chodzić. W szpitalu byłem kilka tygodni i zolpidem dość szybko mi się skończył. poprosiłem lekarza który mnie prowadził, czy mogę go dostać. Odpowiedział, że w aptece szpitalnej tego leku nie ma (zastanawiam się, jak to możliwe, żeby popularnego leku za parędziesiąt złotych nie było w aptece i żeby był niedostępny dla pacjenta? Powiedziałem, żeby wystawił mi receptę, to sobie sam wykupię to w zwykłej aptece. I co się dowiedziałem? Że niestety nie można mi wystawić recepty, kiedy leżę w szpitalu. (Napiszę to normalnie). KURWA, O CO TU CHODZI??? Ja się zgubiłem. Zgłosiłem na wejściu na oddział, że zolpidem jest lekiem, który biorę stale w ilości, którą kontroluje mój neurolog, a oni ograniczają mi po prostu do niego dostęp i niczego nie dają w zamian. Jedyne co zrobili w tym temacie to sprowadzili smutnego psychiatrę, który przeprowadził ze mną pogadankę która zakończyła się wpisem w karcie wypisowej, że jestem ćpunem uzależnionym od leków i powinienem się leczyć na odwyku. Od razu poczułem się lepiej. Normalnie prawie wróciła mi wiara w polską służbę zdrowia. Przez całe swoje życie poznałem prawdziwych lekarzy, dobrych fachowców chcących pomóc pacjentowi w liczbie, którą zmieszczą palce obydwu dłoni. Zdaję sobie sprawę, że bez leczenia sama rehabilitacja nie uchroni mnie od wózka. mam teraz 42 lata. Łódzki cudowny lek mogę dostać jak skończy się okres trwania programu, czyli za jakieś dwa lata. Wtedy będę miał 44 i jak coś nie wyjdzie zostanę z palcem w dupie bo będę za stary na jakąkolwiek pomoc państwa. Brzmi to pesymistycznie, ale niestety taka jest prawda. Liczę, że Naltrexon zacznie niedługo działać i poczuję się lepiej. Jeszcze raz Kocham Cię Mamo i to nie tylko dlatego, że dziś Twoje i wszystkich Mam święto. Dobranoc i dzięki za ponad 238 tysi wejść.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.