26 kwiecień 2014

Dzień 1644. Przedwczoraj zaliczona Łódź. Tak naprawdę Łódź zdobyło Ajlawju. Zaliczyła całą trasę, i do tego tę dłuższą. W sumie w obie strony prawie 500 kmów. Ale opłaca się Najpierw 114 km S8 do Walichnowy, tam zamiast w lewo na Łódź trzeba w prawo na Warszawkę. Różnica jest taka, że nie jedzie się przez wiecznie zapchany Łask, Sieradz, czy Zduńską Wolę. Lepsza droga jest przez Wieluń i Bełchatów. Fakt, że dłuższa, ale bardziej pusta i wygodniejsza. Najgorszy odcinek jest ze Szczercowa do Bełchatowa, ale to ze względu na nawierzchnię. Przez Bełchatów jedzie się skrótem bo na obwodnicy korek i tiry. Pabianice tylko się przecina i już jedziesz obwodnicą. Kiedyś z Łodzi do Sieradza dwie i pół godziny toczyliśmy się w takiej kupie. Ja niestety nie nadawałem się na kierowanie i bardzo Niusi żal mi było, że nie mogę jej pomóc. Jakoś po dwóch rezonansach z kontrastem i zaraz po tym kolejnym rzucie, nie bardzo mogłem się podnieść. Znowu minie parę tygodni zanim jakoś zacznę funkcjonować i wrócę do rehabilitacji. Żal mi tylko uciekającego czasu.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.