16 luty 2014

Dzień 1575. Znowu wyskoczyła długa przerwa, ale po prostu nie bardzo miałem o czym drukować. Lać wodę o tym samym, to nie fair wobec czytelników pamiętniczka. W Walentynki ruszyłem w miasto, bo miałem parę klimatów do załatwienia. Najważniejsze to ustawić w Creatorze harmonogram rehabilitacji. Panienka z okienka oczywiście trysnęła elokwencją, gdy zapytałem o termin na początek marca, bo jeszcze po rzucie nie jestem zbyt ruchliwy. Słonko popatrzyło na mnie z irytacją, wzrokiem jakim się patrzy na upierdliwego natręta i z rozbrajającym uśmiechem złośliwych, wąskich ust parsknęła, że przecież zapisy na marzec trwają już od ponad miesiąca i najbliższe wolne terminy są dopiero na początek kwietnia. Pomyślałem, że mimo moich kłopotów ze snem, gdzieś przekimałem dwa tygodnie mojego radosnego żywota, zamiast przydreptać na Lotniczą i ustawić sobie ćwiczenia. Czary czy coś. Następne kroki skierowałem do salonu Toyoty, gdzie załatwiłem homologację do mojego melexa. Ten świch potrzebny jest aby uzyskać darmową kartę parkingową do stref A,B i C w centrum Wrocławia. Nasi włodarze zrobili ukłon dla właścicieli samochodów z napędem hybrydowym, jako mniej podtruwających innych obywateli Grodu Piasta i postanowili umożliwić nam tańsze parkowanie. Takich fur we Wrocku jest może czterdzieści, więc temat został dobrze skalkulowany. (Darmowa karta na strefę A kosztuje 100 zł na rok. Pozostałe strefy faktycznie są za darmo.) Świcha będę miał gdzieś za dwa tygodnie i wtedy będę mógł ruszyć sprawę dalej. Trzeci przystanek był na Nabycińskiej, gdzie nabyłem  mojej Walentynce suwenir, w postaci czerwonego etui do e-booka, którego dostała na imieninki. Kolor oczywiście pasujący do portmonetki ;-). Jak już dotarłem do kwadrata, to do wieczora ledwo na racicach kicałem.

Dziś jest niedziela. Ale smutna niedziela, pomimo wiosny za oknem. Dziś mijają cztery lata jak odszedł Mały. Mój wielki, mały przyjaciel. Jak tylko stanę trochę mocniej na nogi, pojadę do niego odwiedzić go i zapalić mu świeczkę. Dziwi mnie tylko, że  żaden z kumpli, wielu kumpli, nie zadzwonił, żeby umówić się na wspólny wyjazd. Szkoda. Ja pojadę. Na pewno. Po to są przyjaciele.

037

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na 16 luty 2014

  1. Ania pisze:

    Piotrku, nie prejmuj się, że rzadziej piszesz… Nie liczy się częstotliwośc, a jakość 🙂 Ja np sprawdzam Twój dzienniczek codziennie, w oczekiwaniu na nowe wpisy, które także i mnie wypełniają pozytywną energią! Oby tak dalej 🙂

  2. Ania pisze:

    Moja Polszczyzna woła o pomstę do nieba :/ Przepraszam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.