3 grudzień 2013

 

Dzień 1499. Andrzejkowa sobota była mocno zajęta. Rano o 9.00 byliśmy już na Olimpijskim, gdzie Miluś razem z kumplem postanowili spróbować swoich sił w męskiej zabawie, a mianowicie w malarskiej odmianie wojenki, czyli w paintballu. Cztery godziny obserwowałem jak sto luda gania z wrzaskiem po krzaczorach i ostrzeliwuje się kulkami z farbą zza wytłoczek po jajkach. Widząc ich twarze i malujące się na nich podniecenie twierdzę, że ubaw był zacny!!! Zaś wieczorkiem , w naszym kwadracie, z okazji święta wielebnego Jędrzeja, zebrała się silna grupa pod wezwaniem, która konsumując dobra doczesne i produkty destylacji drożdży, do 3 rano rechotała i śpiewała pełnym gardłem.  Było ja w piosence: „Była, była zabawa, dużo się działo i znowu nocy było mało. Było głośno, było radośnie, znów przetańczyliśmy całą noc…”, a zwłaszcza Jurek, tylko szkoda, że nie miał rurki 🙂

WP_20131130_010

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.