13 listopad 2013

Dzień 1479. Minął prawie tydzień jak jestem w swoim kwadracie. Z dnia na dzień trochę więcej siły i sprawności. W szpitalu ledwie po korytarzu się snułem, a tu w ciągu pięciu dni schody i schody. Zacząłem od jednego zejścia i wejścia i tak co jeden dzień dorzucałem po jednym do worka. Przedwczoraj już było pięć. Dodając wszystkie schody do kupy, wychodzi że wlazłem na 22 piętro. Wczoraj Ajlawju miała urodzinki i imieninki, a ja bez grosza, bo w szpitalu nie potrzebowałem kasy i tak zostało. Ubrałem się i podreptałem na przystanek przy Magnolii, tam wsiadłem w żelazo i pokolebałem się do Astry. W Astrze załatwiłem sprawy w banku ( na szczęście nie musiałem czekać do kasy bo w kolejce siedziało jakieś 1400 lat podzielone na 16 osób), zassałem trochę grosza w ścianie płaczu, znowu zapakowałem się w żelazo ( tym razem pierwszy raz w życiu w Skodę :))), kupiłem różyczki dla Ajlawju ode mnie i Milusia i wróciłem do kwadrata. Poza tym dwa razy w tygodniu przychodzi do mnie nasz koleszka fizjoterapeuta, ćwiczy ze mną i profesjonalnie masuje. To też dużo mi daje. W poniedziałek jedziemy do Łodzi na zaległą wlewkę.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.