21 październik 2013

Dzień 1456. Kończy się ósmy dzionek w szpitalu. Gdyby nie uczucie płonących pleców, nocne gorączki gdy budzę się spocony jak po maratonie i słabiutka kondycja odnóży, rzekłbym, że idzie wytrzymać. Ale ciężko. Brakuje mi bliskich i  dzięki ci Panie za Internet bo zawsze wieczorkiem mogę pogadać z Milusiem i Ajlawju. Niestety łącze jest za cienkie żeby był obraz, ale głos wystarczy. Jutro kolejny posiew z moczu, więc poszukiwania źródła infekcji ciąg dalszy. Jak to pokonają, i gorączki ustaną, będą chcieli mi zrobić urografię, a to oznacza dzionek na porcelanie. W grę jeszcze wchodzi k konsultacja urologiczna i dalsze losy nerkowego kamieniołomu, ale kiedy to nastąpi to nie mam pojęcia. Dziś przepadła mi wizyta u lekarki-specjalistki od SM. Dobrze, że wcześniej zaklepałem kolejną wizytę na połowę stycznia, bo tam się czeka prawie pół roku, a potrzebuję od nich glejt, że jestem pod ich opieką. Potrzebny mi będzie, bo mam niedługo komisję rentową w starej firmie, a oni zbierają takie kwity.

Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale to dobrze, że na razie skończyły się ciepłe dni i nie trzeba otwierać okien. Z tej strony oddziału nefrologii Szpitala Wojewódzkiego jest hałas jak w fabrycznej hali. Widok z okna mojej celi wszystko wyjaśni.

WP_20131018_004

A tak wygląda obraz nędzy i rozpaczy…

WP_20131012_002

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.