1 październik 2013

Dzień 1436. Jest już wtorek.  Minęło sześć dni od wyjścia ze szpitla, a ze mną lichutko, aż strach. Poprawy nie ma, wręcz jest gorzej. Ajlawju przyniosła mi z piwnicy balkonik, żebym się nie wyglebił, bo ścian się muszę trzymać jak po bunkrze pomykam.  Wystarczy dziesięć minut na patykach i muszę klapnąć, bo para ucieka i jest strach, że siądę,  tam gdzie stoję. Do tego jeszcze kopyta wpadają w dziwny taniec, i skaczą sobie bez kontroli. Wcześniej, trzaskałem 500-600 przysiadów i zmęczenie odbierało nogom chęć do harców. Teraz, brak siły na to nie pozwala. Mimo to przysiady staram się robić dalej, choć już nie takie eleganckie i dużo płytsze. Jak chodzę po kwadracie, to wygląda, lakby kameleon się skradał. Każdy krok wyliczony i z pełną gracją i asekurcją, a mimo to na ścianę kilka razy poleciałem. Dobrze, że Gierek takie wąskie mieszkania stawiał, bo przy szerszych to bym leciał i leciał. Zresztą, zawsze kameleony mi się podobały i nawet bym chciał mieć, ale to kolejny kłopot.

Wallpaer-HD_jpg(32)

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na 1 październik 2013

  1. Joanna pisze:

    Bardzo mi się podoba artykuł.

Możliwość komentowania jest wyłączona.