27 wrzesień 2013

Dzień 1432, od kiedy zameldowalem się w szpitlu na Weigla.  Mija tydzień, ja już w domu, ale formy i siły niestety nie ma. Nogi słabe i chybotliwe, boję się wychodzić poza kwadrat. Nie wiem, ile jeszcze potrwa ten koszmar. Chciałbym ,żeby potrwalo to jak najkrócej, bo za dwa tygodnie trzeba jechać do Łodzi, a tam wlewka i pewnie MRI. Nie jest to problem, o ile można w miarę normalnie chodzić.Wciąż robię dobrą minę do złej gry, i strasznie mnie to męczy. Ładna kszulka to nie wszystko. Wiem, że to dopiero tylko tydzień, i już miałem dłuższe okresy padaki, ale jest to strasznie męczące i deprymujące. Nie mam siły iść po chleb, po ziemniaki do piwnicy, zagrzać dziecku obiad, nie mówiąc już o wyjściu gdzieś poza bunkier. Czekać, czekać, czekać, tylko jak jeszcze długo. Męczy mnie to i mam już dość… Patrząc z boku, wygląda to, jakbym był zalany od samego rana i nie potrafił utrzymać pionu. Bardzo zabawne… Łzy ze śmiechu kapią…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.