15 sierpień 2013

05082013388Dzień 1388. Przedwczoraj, po prawie czterech latach, wsiadłem na rower, taki normalny a nie treningowy i pojechałem z Milusiem na wycieczkę. Parę kilometrów tylko – na lotnisko w Sianożętach i z powrotem, ale byłem z siebie dumny i widziałem też tę dumę w oczach u syna. A wracając do roweru, trochę mnie nosiło na boki i musiałem pilnować stóp, bo parę razy mi spadły z pedałów (brak dobrego czucia), ale jakoś poszło. Miałem nadzieję pojeździć też wczoraj, ale się rozbanglało i leje drugi dzień. Moje nogi strajkują rak jak ładna pogoda. Ciekawe jak długo. Jako, że plaża się skończyła, pojechaliśmy dziś na basn do Ustronia. Spęd straszny, ale godzinę dupska pomoczyliśmy. Było fajnie i dobrze, że taki mini aquapark tu pobudowali. Liczę, że przestanie banglać i jeszcze pojeżdżę rowerem, poza tym musi być sucho bo przystawka musi do soboty wyschnąć. Rano przyjeżdża Teściu, i w sobotę koło południa wracamy do Wrocka. Koniec laby.

 12082013395

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.