26 lipiec 2013

Dzień 1368. Miałem już gotowy następny odcinek powieści, ale przy wstawianiu do netu coś nie zatrybiło, i poszedł się … na ryby. Ale nic to, napisze się once again. Niewiele się zmieniło od zamieszczenia ostatniej części. Nogi bolą jak nie moje, od czubków palców aż do połowy pleców. Myślę, że umiejscowienie górnej granicy bólu, ma coś wspólnego z pierwszym objawem  znalezionym na pierwszym MRI. Najgorsze, że leki są coraz słabsze. Chciałbym, żeby choć trochę mnie puściło, żebym jakoś te kanikuły po ludzku spędził. Za jakieś 27 godzin chcemy ruszać na północ. Miluś czeka, a i my nie możemy się doczekać. Prawie miesiąc go nie widzieliśmy, inaczej niż przez  Skype’a, a to jest zdecydowanie za mało, tym bardziej, że łącze jest do d..y. Wiem, że on jest pokoleniem Internetu, ale póki  co obowiązują go limity. Jak się tego nie dopilnuje, bardzo łatwo sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Chyba każdy wie jak bardzo wkurzające jest słabiutki zasięg. Mobilny od Playa działa zależnie od pogody, i niech mi nikt nie powie, że 99,9 % naszego podwórka ma doskonały kontakt. Dla tego zainwestowałem w antenę i drugą kartę sieciową. Na miejscu jest wifi, ale kilkadziesiąt metrów od naszej budy. Kuzyn Ajlawju mając zdecydowanie większe pojęcie o kompach ode mnie, zastosował to u siebie i podpowiedział mi jak to można zrobić. Miluś na  pewno podrósł. Ajlawju pewnie przeskoczył i zbliża się wysokością do starego. Żeby 12-to latek był wzrostu ojca? Ale jazda.  Girka miesiąc temu miała rozmiar 42 a ja mam 43. Bardzo niedługo będzie w butach ojca biegał. Nad Bałtykiem będę miał czas na rozmyślenie tematu najbliższej lekowej przyszłości. Czy nadal atakować temat Gylenii (jest to sprawa do przeskoczenia), czy kontynuować Łódzką przygodę z Ocrelizumabem,  wiedząc, że wciągam placebo. Musiało by  to jeszcze trwać przynajmniej dwa latka. Aż dwa latka. Ciekawostką jest też temat LDN (do wygooglania), bo męczy mnie okrutnie, i chciałbym to z kimś w temacie skonsultować, ale nikogo takiego nie mam. Dziś jeszcze dostałem cynka o plastrach Life Wave, lecz jest to totalna świeżonka i totalnie nie mam zdania.  Na koniec dwie fotki sąsiadów. Ma Ryszard coś niesamowitego w oczach, ale to Zdzisław skradł serce Ajlawju. Ciekawe czemu? 🙂DSC02565

DSC02573

Można klepnąć https://www.facebook.com/#!/smwalczosiebie?sk=app_130340883708703&app_data

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.