13 lipiec 2013

Dzień 1355. Metypred wciągam już od trzech dni. 64 mg co rano przez cztery dni, 32 mg przez kolejne cztery dni, 16 mg 8 mg i koniec.  Żeby to tylko przyniosło zamierzony skutek, bo łykanie tych piguł jest paskudne. Dosłownie esencja goryczy. Kolejno wkładam między zęby i łyk z wodą z sokiem. Najważniejsze, żeby się gdzieś menda nie przykleiła do podniebienia, bo gorycz będę łykał jeszcze przez godzinę. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na razie efekty mizerne, ale trzeba wierzyć, że męczę się nie na darmo. Jeśli tak by było, to moja wątroba może się na mnie śmiertelnie obrazić. Na szczęście ostatnie wyniki są dobre.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.