7 kwiecień 2013

Dzień 1259. Powrót do domu nie był aż taki, jak go sobie wyobrażałem. Od rana zdycham. Nogi bolą, aż płakać się chce. Czy to efekt po sterydach, czy jaka cholera? Nie mam pojęcia. Dzisiejszym osiągnięciem był wypad do piwnicy po ziemniaki na obiad. Na wieczór już musiałem zassać prochy, bo bym nie dał rady kimnąć. Jutro muszę iść po południu z Milusiem do dermatologa, chcę się umówić z lakiernikami na remont fury, i jeszcze złapać kontakt z krakowskimi magikami od navigacji. Mieli do mnie dzwonić i jak na razie cisza. Nie chcą cztery paki zarobić to nie. Jeszcze obiecałem teściowi, że opracuję trasę nad morze do Sianorzętów. Tylko taką bocznymi drogami, żeby ruch nie był zbyt wielki. Tylko, żeby sił starczyło, na obrobienie tego wszystkiego. Do tego jeszcze, po sterydach jakieś duszności mi się koło dupy kręcą. JUTRO MUSI BYĆ JUŻ LEPIEJ.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.