16 styczeń 2013

Dzień 1181. Znowu jestem na kolanach. Mam czuja, że mnie rzuca, ale chciałbym się mylić. Na solumedrol nie ma szans, bo za wcześnie i nie można za często, ale może coś innego pomoże. Jutro dzwonię do dra B. z błaganiem. To naprawdę koszmarne uczucie, jak ledwo możesz po kwadracie człapać. W domu też jakieś przeziębienie rządzi. Miluś zasmarkany od paru dni i do budy go nie puszczamy,  ja też oprócz tej cholernej nieruchawości, chrypię jak kura. Z przerażeniem obserwuję serwisy i info o grypie. Niby nic się nie dzieje, ale wszyscy mają sraczkę (a powinni mieć gorączkę). Zegar mi się też o parę godzin przesunął. Sen nadchodzi dopiero koło 3,4 nad ranem, razem ze zmęczeniem. Fajnie jak mogę pospać do południa. Brzmi to super, ale tak naprawdę śpię dwie, trzy godziny i się budzę. Ciężko zasypiam i z różnym skutkiem łapię kolejne godziny. Nie ma komfortu, jak nogi bolą i nie dają kimać. Ciekawość mnie zżera. Co przyniesie jutro? Za pięć minut będzie czwartek…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.