16 listopad 2012

Dzień 1120. W wielkich bólach trwa powrót do jakiejkolwiek formy. Przyznam, że przez te trzy lata i dwanaście rzutów FSM, ten chyba przechodzę najciężej. Wszystko na raz się chce wydostać na światło dzienne. Sam rzut, po drodze wykluł się kamyk i na koniec jeszcze infekcja górnych dróg oddechowych i ruszyła się prawa dolna ósemka. Kiedyś, to byłby jakiś ledwie zauważalny katarek, a teraz bardzo poważny KATAR. Niestety, przy obniżonej odporności tak to wygląda, że muszę łykać antybiotyk na katar, bo za kilka dni kolejna wyprawa do Łodzi po kroplówkę, a tam nie ma lipy, muszę spełniać pewne kryteria. Znaczy zdrowy muszę być. Choćby trochę. Dziś się dowiedziałem po badaniu USG, że w moich nereczkach wciąż pływają jakieś cegłówki. Niby niewiekie, ale i tak trzeba je będzie urodzić.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.