12 listopad 2012

Dzień 1116.  Do domu wróciłem, w piecu napaliłem. Wrażenie po powrocie żadne. Nogi wciąż booolą jak cholera, i na razeie coś nie zamierzają przestać. Niestety nie mogę się rozłożyć, bo mam parę miejsc do odwiedzenia. Po zwolnienie i recepty do szpitla pojechać trzeba, później do firmy muszę L4 dostarczyć, a siły jak u komara. Żeby choć trochę tego powera odzyskać. Leki jakoś nie bardzo chcą zastartować, a innych nie ma. Jedyne co mogę robić, to czekać i cierpieć. W powietrzu coś krąży, pomimo, że jest ciepło. Ale jak ma zacząć banglać, to wyjaśnia kondycję moich racic. Więc Czekam…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.