8 listopad 2012

Dzień 1112. Mija drugi z planowanych pięciu dni w szpitlu i dwie wlewki solumedrolu wypite. Zmieniam powoli kolorek na czerwono, ale to normalne i wiem że taki efekt u mnie następuje po tym sterydzie. Szkoda, że wciąż bolą i drętwieją mi nogi. To bardzo deprymujące, ale staram się łazić po korytarzu i schodach ile się da, żeby je ćwiczyć i obciążać. Sąsiada mam w porządku. Wesoły facet po 50-tce tyle, że chrapie i na noc muszę się korkować, a między łóżkami jest raptem 40 cm odległości. To mała, dwuosobowa, ciasna cela. Cóż, nikt nie jest doskonały. Jeszcze dwa i pół dnia i do domu. Wiem, że to nie koniec, bo zawsze po szpitalu do jako takiej formy dochodzę przez parę tygodni. Ale w domu to w domu.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.