1 listopad 2012

Dzień 1104. Dziś Wszystkich Świętych. Od rana we Wrocku lało aż miło. Koło 10-tej pojechałem do szpitla po zastrzyk Dexavewnu i po powrocie wraz z Rodzicami, Dzidzią, Piniem i dzieckami uderzyliśmy na zalany błotem Cmentarz Osobowicki. Ledwo się toczę, ale jakoś dałem radę przepłynąć tę rzekę błocka i nie uwalić się w sam środek największej kałuży. Po powrocie do Rodziców na obiad, już wiedziałem, że ten dzień i najbliższa nocka, będzie dla mnie wyzwaniem. Dochodzi północ, a nogi napieprzają aż miło. I jak tu zasnąć jak tak łupie. Jak Dexaven nie pomoże to pewnie trzeba się będzie położyć na oddział i zasysać Solumedrol przez pięć nudnych i długich dni. Ale to początek przyszłego tygodnia i decyzja mojego Doctore.

Dziś dostałem fotki z emerytparty. Jest tego ponad czterysta więc na pewno coś fajnego wybiorę.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.