18 pażdziernik 2012

Dzień 1090. Jakoś tydzień minął od ostatniego wpisu i trzy lata od kiedy się to wszystko zaczęło. Po prostu dni przeciekały mi przez palce i wsiąkały w ziemię, jak deszczówka na Basenie Narodowym w Warsiawce. Co bym nie robił, nie mogę pozbyć się tych cholernych pastylek co sześć godzin. Po prostu mija odpowiedni czas i kopyta zaczynają mnie nap…ć. Tabletka pozwala mi trochę o tym zapomnieć, ale niestety na krótko. Psychiatra wkurza się, że nic nie robię, żeby się ich pozbyć, ale z drugiej strony po prostu ból nie pozwala o sobie zapomnieć. Zasada medyczna jest taka, że jak pomaga, to brać. Gorzej, że pomaga coraz słabiej a uzależnia coraz mocniej. Nie mam pomysłu, jak się tego pozbyć.  Pogoda ostatnimi dniami jest przepiękna. Polatałbym trochę Burgerem, ale nie mogę, bo boli. I co robić??? Czekać? Chyba nic innego mi nie pozostaje. Pojutrze muszę mieć dobrą formę. Choćby na te parę godzin. Nieobecności kumple mi nie wybaczą 🙂

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.