8 wrzesień 2012

Dzień 1052. Tu wkleję wpisy zrobione wcześniej. Niestety, net tu w Kamiennej Dziurze albo jest, albo go nie ma. Częściej, nie ma.

Kamienna Góra 2012.

5 wrzesień.

Dzień 1 (1049)- środa. Na miejsce zajechaliśmy po 9.00. Moje Ajlawju furmaniło calutką drogę . Dadi pojechał z nami dla towarzystwa i bezpieczeństwa kierowcy w drodze powrotnej. Trafiłem do sali czteroosobowej, a miało być bardziej kameralnie. Jasiu jest ok, nie chodzi po operacji wszczepienia endoprotezy biodrowej, pan Andrzej choleryk, chodzi słabo i na koniec Dziadek. Chodzi z kulą, cały czas chrząka i coś nuci. W nocy nie śpi, włącza światło i gdzieś łazi. Ma pylicę płuc a to szpital rehabilitacyjny. Nie ten adres. Dopiero jutro mają mnie przeprowadzić. Jutro też odpalę kompa i na Skypie pogadam z Milusiem i Ajlawju. Można przez fona, ale tam nie będzie z widoczkiem. Jest ciepło i nogi też specjalnie nie doskwierają. Wziąłem kijki do Norek Łokingu i trzasłem kółko po terenie szpitla. Na razie mam zaplanowane dwa zabiegi. Kriokomora i magneto na nogi. Później dojdzie jeszcze masaż, ale musi się kolejka przewietrzyć. Do tego oczywiście jeszcze ćwiczenia. Zaraz kolacja. Żarcie takie sobie.

 

 

6 wrzesień.

Dzień 2 (1050)- czwartek. Od rana do 11 czekałem na przeprowadzkę. Cofnęli mnie o jeden pokój i jesteśmy we dwóch. Marek w podobnym wieju jak ja, i do tego gliniarz z Wałbrzycha. Mamy wspólny język. Dziś nogi do kitu. Rano padało więc to normalne, poza tym jest zimno. Odpaliłem kompa i niestety się wqrwłem. Na tym zadupiu nie działa internet. I to nie tylko w Playu, ale ponoć żaden mobilny nie hula. Przekaźników nie ma czy co. Komura tak a net nie… Kamienna Dziura w czarnej du… Na szczęście są jeszcze filmy na płytkach i dysku od Pinia, bo telewizor na świetlicy daje tylko 1-kę i to na zielono. Ktoś zaj… pilota i nie można nic innego nastroić. Takie Daewoo. Pamiętniczek piszę na Wordzie. Jak złapię jakiegoś neta, to go puszczę w świat, a teraz spać.

 

7 wrzesień

Dzień 3 (1051)- piątek. Rano zaspałem na zabiegi, i dopiero po śnadaniu je zaliczyłem. Dzień cieplejszy niż wczoraj i bez deszczu. Po południu podreptałem do sklepiku. Jogurty, prasa, sok i jakieś paluszki. Na kijki trochę nie mam formy. Psuje się pogoda. Jutro będzie lać, więc będę zdychać.

 

8 wrzesień

Dzień 4  (1052)-sobota. Rano lało. Nogi zdrętwiałe i bolą. Piniu z Dzidzą raczej sqtrem nie przylecą tylko furką. No i przylatali. Przywieźli zamówione rzeczy, co mi ich brakowało. Niestety pogoda taka sobie, i już drugi dzień nogi dają dać znać o sobie. Piniu przywiózł kartę T-Mobile’a i udało się coś uruchomić. Sygnał słaby ale jest. Można pisać. Pozdrawiam wszystkich czytelników a w szczególności Szwagierka Kisiela 100 lat, w tą zmianę kodu na czwórkę z przodu. Całuski.

 

 

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.