2 sierpień 2012

Dzień 1015. Kolejny dzień w Sianożętach. Dziś Solarek dawał radę na tyle, że daliśmy sobie spokój z plażowaniem, wczoraj poleżałem plackiem pod parasolem, obserwując wodno-materacowe wygłupy Milusia. Są foty, ale tu jest za mała moc obliczeniowa, aby je wstawić. Ale będę próbował. Sianożęty to zupełnie inna bajka niż Mielno-Unieście. Spokój i cisza jest nawet w centrum wsi. Nasze pole jest na samym końcu miejscowości, więc idąc ku początkowi, będzie ze dwa kilometry. Dodać dwa na powrót i mamy całkiem ładny spacerek dla moich słabych odnóży. Trenując, może osiągnę jakieś „olimpijskie” wyniki na koniec pobytu. Najważniejsze, że Ajlawju i Miluś są zadowoleni. Oni też muszą bateryjki podładować na cały kolejny rok.  Przed chwilą gadałem z Dzidzią. Siostra jest niedaleko, bo w Pogorzelicy. Gadała ze znajomkiem, że dopiero co przed Szczecinem była piękna burza z gradem jak kurze jajca.

Jutro w nocy do Łazów zjeżdża Black-Jack z familią. Na pewno się spotkamy.

 

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.