29 lipiec 2012

Dzień 1011. Od rana towarzyszy nam wszechobecny szum. I nie jest to jakaś przypadłość laryngologiczna, lecz zwykły deszcz. Napierniczał sobie od rana, aż do popołudnia. Wczoraj, nie było czym oddychać a dzisiaj dzień słotno-mokry. Nigdzie się nie wybieramy. Koczujemy w wigwamie i zbijamy bąki. Miluś pozbył się dziś górnej prawej trójki. Nie wiem czy wróżka zembuszka odpali mu jakiś grosik za tę stratę. Powoli się aklimatyzujemy do nowych warunków. Ten Camping jest inny od tego w Unieściu. Inny standart. Po prostu czysto, schludnie i zielono. Co innego niż w Unieściu. Tam były to przedmieścia Mielna, więc ilość narodu na ulicach, była wprost proporcjonalna, do braku miejsca. Na razie jest ok. Jeszcze tylko na słońce trzeba poczekać i będzie komplet bo plaża jest czyściutka i szeroka. Nawet kamyka nie uwidzisz i trzeba będzie młotek nosić, że by paliki parawanu poprzybijać.

I jeszcze  fotki.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.