17 lipiec 2012

I nadejszedł ten wiekopomny dzień. Tysięczny dzień. Tyle czasu już wlekę ze sobą tę cholerę, i już chętnie bym się jej pozbył. Ale to nie takie łatwe.

Pomimo dość długiego już czasu, który upłynął od początku choróbska, doskonale pamiętam wiele faktów sprzed tych blisko trzech lat. W tym okresie kupiliśmy w Saturnie wagę pokojową. Jak wsiadałem do samochodu po ugięciu głowy przeleciał mi przez cały kręgosłup prąd. Nie skojarzyłem tego ze zdrętwieniem stóp,które odczuwałem już od kilku dni. Nie spodziewałem się, że tak może wyglądać początek mojego i naszego nowego życia.

Pamiętam ostatnią służbę. To było na Łużyckiej przy cmentażu Osobowickim na parę dni przed Wszystkich Świętych. Prowadziłem wtedy mojego starego kompana, wysłużonego, granatowego Forda Mondeo DW 74901. Kiedyś te mundki siały postrach w okolicy, ale po nich przyszłe nowsze i szybsze… Skończyła się jakaś epoka…

Nadszedł dzień, i już czuję się gorzej. Możliwe, że doctor zasądzi jednak pięć dni solumedrolu na oddziale w Wojskowym. Ale to dopiero jutro. Dziś jeszcze muszę do biura na 21-tą podjechać, zabrać ciuchy pracownikowi na 22-gą i zainstalować go na robocie. Rano wstanę i będzie wiadomo, czy w prawo czy w lewo.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.