9 czerwiec 2012

Dzień 962. Przedwczoraj wróciłem z Łodzi. Standardowa wycieczka medyczno-krajoznawcza. Najpierw małe MRI (rezonans magnetyczny) ponad godzinę w tej trumnie. Dupsko mi tak zdrętwiało, że nie mogłem opanować podskakiwania lewej szkity. Technik nie był zachwycony, ale może coś wyjdzie. Następnie przelałem pół litra kaszanki do fiolek i już mogłem się rozkoszować wlewką, ponoć Ocrelizumabu. A tak. Jeszcze  bułeczkę musiałem przetrząsnąć, bo przecierz od 3-ciej rano byłem na głodniaka. Wracając  do Wrocka zdrętwiałem na maxa. Myślałem, że w aucie zostanę do rana, bo nie będę mógł wyjść…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.