23 kwiecień 2012

Dzień 916. Wciąż ciężko mi coś składnie nadrapać w Pamiętniczku. Musi upłynąć czas. Czas ukoi ból. Ale pożegnanie miał Skrudżu pikne. Pierwsza klasa. Stada moturów sunące majestatycznie i jakby w zadumie przez Wrocko. I to Serce w ostatniej drodze.

 

Ech, i co z tego. Teraz liczy się tylko Pamięć. Nieprzemijająca Pamięć, którą trzeba pielęgnować jak kwiat.

Tej cholernej, pechowej soboty, byliśmy z Piniem i dzieckami -Olcią i Milusiem na pikniku w klasztorze w Jaszkotlu. Szczytny cel. Zbieranie kaski na leczenie chorego na białaczkę chłopca. Trochę mały rozmach, ale może za krótko byliśmy i wszystkiego nie widzieliśmy. Ponoć na wieczór, zakonnice tańczyły do ciężkiego rocka. Nas tylko indianie napadli, i jeszcze do wigwamów na koniec kazali się zawieźć.

    Alles i ja

 

 

 Olcia  Kwiat Prerii

                            Mocarny Niedźwiedź  Miluś 

 

 

 

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.