12 kwiecień 2012

Dzień 905. Kolejny dzień walki. Procedura dnia, jest codzień prawie taka sama. Zasypiam około 2.00 po walce z bezsennością i tańcu z gwiazdami (znaczy nogami). Wstaję około 7.00. Nogi od bioder są tak sztywne, że musi minąć parę minut zanim ruszę moje cztery litery, cztery metry do kibla. Następna czynność w dążeniu do porannej doskonałości to przyjęcie działki prochów. Nie ma tego dużo. Cztery globulki oleju z rekina, 30 mg Baclofenu ( to na rozluźnienie spastyki mięśni i ścięgien) i pół Stilnoxu. To uspokoi moje roztańczone odnuża i uśpi jeszcze na jakieś 3-4 godziny. Po pobudce mycie i golenie na mięich giczach, śniadanie i zajęcia domowe. Trochę ćwiczeń ( ile się da) i LB przed TV i kompem. LB nudzi mi siępo jakiejś godzinie i zaczyna mnie nosić. Żeby wyrwać się z wieży, choćby po chleb, albo ze śmieciami, trzeba zapodać kolejny Stilnox. Tym razem cały.Ten podziała jakieś 4 może 5 godzin. Po tym czasie ból i zdrętwienie zaczną wracać i powodować coraz większy niedowład. Ostatni Stilnox łykam około 22,23. Musi wystarczyć do rana. A rano od nowa. Ważyła sroczka kaszkę…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.