12 marzec 2012

Dzień 874. Niby pogoda nawet, nawet, ale czemu nie dla mnie. Rano już czułem ból w nogach. Wziąłem prochy i trochę przeszło. Na krótko. Wciąż nie mogę się skupić i przejść nad tym do porządku dziennego. „Dziennego” to na pewno, bo już jest późny wieczór. Cały Stilnox może pozwoli mi jakoś zasnąć, i nie myśleć o bólu. 

Przed jakąś godziną wyczytałem na WP informację o motocykliście. Koło Lubina wyprzedzał na łuku drogi i przypieprzył w autobus. Mocno. Na śmierć. Autobus w rowie, 20 osób rannych. Kostucha zaczęła sezon. Biker amator. Tak głupio dać się zabić. A ja czekam na przebłyski dobrego samopoczucia i pogody ducha bez bólu, żeby wsiąść na moją Suzuczkę i trochę polatać. Dla przyjemności po prostu. A tak lubię jeździć z Milusiem za plecami. Bardzo chciałbym jeszcze zabrać go ze mną na rajd w maju. Było by fajnie.

 

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.