4 marzec 2011

Dzień 866. Parę dni nie pisałem, bo za bardzo nie było o czym. Wciąż mnie trzyma, i nie chce odpuścić. Wspomagam się Stilnoxem i jakoś się toczę. Co 6-7 godzin muszę pół tabletki wciągnąć, to wtedy jakoś mnie rozluźnia i tak nie boli. Choć parę godzin. Dziś w kościele odwiedził nas sam Biskup. Na jego powitanie, tuż przed mszą, nawet przyszedł miejscowy szczur. Wyszedł spomiędzy ławek, wlazł na podwyższenie ołtarza i więcej zrobić już nie zdążył, bo złapali gościa do kartonowego pudełka, więc z biskupem raczej się nie widział. A może coś ważnego chciał nam opowiedzieć? Już się nie dowiemy 🙁

Był plan się przejechać dziś Burgiem po okolicy Ale jak słońce zaszło to zaczęło pizgać i teoria poszła wp…u. Rozchorować się jest łatwo. Na otwarcie sezonu trzeba jeszcze przegląd Suki zrobić. Oleju i filtra wymieniać nie muszę, bo zrobiłem w zeszłym roku raptem 5 tysi kmów z kawałkiem. Pasek napędowy wymieniłem też w zeszłym sezonie. Zrobię hamowniki razem z wymianą płynu i oddam gażnik do oczyszczenia ultradźwiękami. Dopierdzę tlenu w oponki i można startować. Zeby tylko zdruffko było.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.