26 luty 2012

  🙁  Dzień 859. Przedwczoraj, popołudniu jeszcze, byłem na spotkaniu SW Bikersów. Pośmialiśmy się, ustaliliśmy parę spraw związanych ze Stowarzyszeniem i Rajdem Kocich Gór. Później już w domu, po wieczornych oblucjach, nakleiłem sobie na lewy półdupek przeciwbólowy plasterek. I wszystko było git, aż do rana. Rano jeszcze wstałem w miarę normalnie, a po godzinie usiadłem i nie mogłem się podnieść. Q..wa o co znowu kaman!Plaster chyba się pogryzł z Łódzką chemią. Bo co innego. Całą sobotę gniłem w wyrze. We łbie wir, na jedzenie patrzeć nie mogę a do wygódki po ścianie. Wspaniale. Koniec miesiąca. Grafki na obiekty trzeba rozwieźć, a ja leżę jak świński ogon na gnoju.

Dziś niedziela. Jest trochę lepiej. Niewiele, ale zawsze to coś. Nie mam siły, żeby do kościoła pójść. Bozia to widzi, i wie czemu mnie nie będzie.

Mogę choć po domu pokuśtykać. Po ścianach, bo po ścianach, ale zawsze do przodu. Ciekawe jak będzie jutro…

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na 26 luty 2012

  1. Afera pisze:

    Ty się mi tu nie wygłupiaj bo sezon za pasem 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.