6 luty 2012

    Dzień 840. Dalej mrozik Europę mrozi. Dobrze, że tu u nas wicher tak nie duje, bo wtedy odczuwalna by nas powaliła. Meteomagowie snują różniste bajki na temat najbliszych dni, ale co do jednego są nawet zgodni. Nadal będzie piździć, a na koniec jeszcze śniegiem dowali. To tyle o pogodzie.

Nadal mnie trzyma.  Tak do 15-tej jakoś funkcjonuję, ale póżniej pół Stillnoxu muszę łyknąć, żeby trochę mi nogi odprężył. Druga połówka na noc do spania. Czasem nogi tak mnie bolą, że się skupić nie mogę. To bardzo wkurzające.

Na weckend byli u nas kuzyn mojego Ajlawju z małżonką i dzieciami. Ich synuś to młodsza (i mniejsza) kopia naszego Milusia. Sptężyna w tyłku. Dosłownie. Rządził do późnej nocy – a ma ledwie skończone trzy lata, i do tego z główki o mało co komody z BRW nie roztrzaskał. Rano nawet siniaczka na czole nie było. Twardziel. Najlepiej zrobił w niedzielę po obiadku, bawił się resorakami na dywanie i podśpiewywał. Aż nagle umilkł. Patrzymy na niego, a on śpi. Co za gość 🙂 

 

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.