17 styczeń 2012

      Dzień 819. Chyba. Całe to liczenie można sobie w pukel wsadzić, jeśli początek był kiedy indziej. Ale jeśli już liczę, to niech tak będzie. Wczoraj wybrałem się do biura. Kosztowało mnie to dużo siły, ale mus to mus.  W każdym razie dokumenty dostarczyłem i odebrałem, aktualizację wieści i zadań zrobiłem, i po prawie dwóch tygodniach zobaczyłem moje kochane, ponure zasiąpione miasto.

      Dzisiaj rano zrobiłem Milusiowi śniadanko i pojechałem na rehabilitację. Siedze sobie przebrany na korytarzu w przychodni, grzebiąc w telefonie i nawet nie wiedząc, że rehabilitanta nie ma. Zachorował sobie – wczoraj. Luzik. Przebrałem się nazad, i do domu.

       Wczoraj wracając z biura, pojechałem jeszcze do Selgrosu. To tuż obok. Na Krakowskiej. W domu skończyl się sok malinkowy, którym słodzimy herbatę, więc sprawa była poważna. Wrzuciłem dwa baniaki obok mojej laseczki 🙂 do wózka, zapłciłem i czołgam się na parking. Przy wyjściu stoją dwaj ochroniarze i sprawdzają zawartość koszyków z paragonem. Nie wiem, co ma ochrona do zakupów, i ich zgodności z kwitem, ale to nie moja sprawa. Taka praca. Na mój „pełny” koszyk rzucili się we dwóch. Gość, który był ważniejszy (mądrzej wyglądał) wziął  papierek i uważnie go studiując wpatrywał się w dno koszyka. Pomyślałem, że chłopu pomogę.

 – Dwa soki malinowe – oświadczyłem dumnie. Dalej kuka, to w koszyk, to w paragon. Może krótkowidz? -Zastanawiałem się obserwując reakcję.

 – A to?- zagaił wskazując na czarnulę. 

 – A to moja laska. – Odrzekłem nieskromnie, ale zgodnie z prawdą.

– Dla czego nie opieczętował pan tego przed wejściem na sklep? Głupie pytanie.

– A po co?- Zdębiał. – Czy jakbym wszedł o kulach, to musiałbym je okleić? Jedną, czy obie? A wózek inwalidzki? Kleimy hurtem, czy koła oddzielnie? Macie obuwie na sklepie, bo też nie opieczętowałem? I kurtki też.  Chyba trzeba być troche bardziej na czasie i znać asortyment. Do widzenia.

Nie odpowiedzieli. Zamurowało ich. Taka praca, a z policjantów się ludzie śmieją.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.