4 październik 2011

Raniutko, wcześniutko (bo przed 7.00) jak mnie znowu nerka nie zakłuje. Znów ból trzymał mnie gdzieś do jedenastej. To już zaczyna być nudne. Nie dość, że od FSM (to taki nowy skrót – Fucking Sclerosis Multiplex) wciąż boli mnie i płonie dół pleców, a nogi drętwieją i odmawiają posłuszeństwa, pokręciło mi lewą stronę gęby, to do tego jeszcze napieprza nerka i jakiś gruz zalega w przewodach hydraulicznych. Po prostu mam dość. Jutro ma przyjść zmiana pogody. Chłodniej i pochmurniej. Może będę lepszy i do pracy wrócę choć zazwyczaj na niż mam się gorzej (A można gorzej???). Kuba i tak ma cierpliwość. Cenię go bardzo i strasznie mi głupio, że nie mogę teraz wykonywać swojej roboty jak należy. Jak tylko będę w stanie to ruszę z kopyta.
Ktoś puścił mi na pocztę zapytanie o moją Corollkę, i pierwszy tekst -ile opuszczę-? Na drzewo. Jeszcze auta nie widział, a już jęczy. Najlepiej to darmo oddać, i jeszcze zatankować do pełna. Ubawiłem się do łez.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.