3 pażdziernik 2011

I tak radośnie, od zeszłego piątku kołaczę się po moim kwdracie. Pięć minut i na tyłek, bo nogi nie dają rady. Lewa połowa mej przystojnej gęby nadal nie chce się poruszać jak jej każę (na mowę mi sie też trochę rzuciło i na klikanie lewą ręką), ale od dzisiejszego wieczora chcę zacząć kłucie d… cocarboxylazą. Nadzieja, że pomoże i da mi trochę ulgi. Od zachodu zasuwa pikny front niskiego ciśnienia i na niego zwalam ból w kopytkch i brak sił. Ogólnie to pary mam tyle co mucha po azotoxie. Pająki za obraz by mnie wciągnęły, gdybym się nie opierał. Takiej pogody we wrześniu nie pamiętam jak żyję. Cały miesiąc piękny, i do latania. Patrząc przez okno z mojej wieży zazdroszczę innym, że po prostu mogą używać nóg, nie myśląc o tym. Tak po prostu. Normalnie. Ale ja ci jeszcze pokażę cholero (jak powiedziałby wilk do zająca). I DREPTAM DALEJ.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.