19 września 2011

W sobotę był piękny dzień. Letni, wręcz momentami upalny a nie jesienny. Jako, że czułem się w miarę dobrze, postanowiliśmy ze szwagierem zafundować naszym cielaczkom wycieczkę. W Ząbkowicach Śląskich odbywał się Upiorny Weekend, czy jakoś tak. O 13-tej zapakowakiśmy się na Burgmany i w drogę. Mijając Bielany, stwierdziłem, że zapomniałem zabrać z garażu laskę (to taki kijek do podpierania i bez głupich myśli ;)). Trudno, jakoś sobie będę kuśtykał bez niej. Po godzince byliśmy na miejscu. Jedną z atrakcji było wdrapanie się na ząbkowicką Krzywą Wieżę. Na dole popatrzyłem na budynek i pomyślałem – Co, ja nie wlezę? Luzik. Z palcem w rzyci. To tylko jak na 10 piętro. Na czwarte codziennie po parę razy się wsipinam to i na tę basztę wlezę. I wlazłem. Widoczki oglądnąłem i zlazłem. Nogi mnie bolały jak diabli. Później był jeszcze odwiedziny w Nawiedzonym Domu. Poszli beze mnie. Musiałem odpocząć (tak naprawdę to się upiorów bałem, ale cielaczki nie musiały o tym wiedzieć). Na koniec frytki, cola i do domu. Lody zjedliśmy we Wrocku na Solnym. Te 150 kilometrów to była pierwsza taka długa przejażdżka Milusia. Zniósł ją super i bawił się dobrze.
W niedzielę miałem takie zakwasy na udach ,że myślałem, że z łóżka nie wstanę. Ale wstałem. Jak znam siebie to będzie bolało jeszcze pare dni.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.