6 lipca 2011r

Czas mija, a bryndza zostaje. Jutro minie tydzień jak jestem wyłączony z obiegu. Pracuję tylko koordynując tematy z domu. Jak trzeba bylo grafiki rozwieźć to zangarzowałem żonkę moją kochaną. Zwiedziła ze mną moje obiekty i jeszcze trochę na kierowcę na 1/48 etatu ją przyjmę.

   K…a, no musi mnie w końcu trochę puścić. Jutro doctor od leczenia bólu pewnie mi zwiększy dawkę. Znowu będę się musiał przyzwyczaić. Najlepszy jest Bunondol. Ma jakiś procent opiatów, więc przy odpowiedniej dawce będą latać wokół różowe słoniki, a jeszcze ciut więcej i polata, ale ja. Żonka już ma od dziś wakacje. Rok zaliczony. Jeszcze trochę i urlop. Ważne, żeby Maciek i żonka wypoczeli. Młody nigdy po południu nie miał potrzeby spać, chyba, że był chory. Młody, silny organizm. Znowu w tym roku będzie prawie siedem tygodni nad morzem. Z dziadkami prawie cztery a znami trzy. Wypełni się jodem, aż po swoje blond brewki.

 Dziś już 6 lipca. Któregoś dnia dopadła go kuzynka. Nawet się specjalnie nie bronił. Olka zaszalała, zdradzając swoje talenty fryzjerskie. Całe szczęście, że do zrobienia takiego fryza nie trzeba używać nożyczek, bo jego opinia wśród „koluni na dzielni’ ucierpiałaby bezpowrotnie.

     Drugi dzień go nie ma i już tęsknię. Dopiero za trzy i pół tygodnia się zobaczymy. Chwała Najwyższemu za technologię GSM. Moje Kochanie pojechało z nim i teściami do Unieścia, pomóc im obozowisko rozpakować i dziś w nocy wraca PKSem. Super, że jest bezpośrednie połączenie Mielno-Wrocko-Mielno. My pojedziemy na początku sierpnia zmienić teściów. W zeszłym roku  kierowałem całą drogę do Unieścia. Już wiem. Litera D na automacie, to znaczy Dzida.  Trasa poszła gładko, bo lecieliśmy z Black-Jackiem w dwie furki.  Mam nadzięj, że w tym roku też mnie Mr. A. Stróż nie zostawi na lodzie.

Dziś gadałem z doktorem z przychodni od boleści. Zdziwiony był, że nie idę na jego leki. Ba, że jest gorzej! Odstawiam powoli ostatni koktajl lekowy i pewnie dostanę inny. Powoli zapełniam następną szufladę niedzialającymi na mnie prochami. 

Mam wrażenie, że dziś czułem się ździebko lepiej. Powoli zaczynam katulać się blaszanką i tylko patrzeć jak wrócę na Burgera. Mam wielka ochotę się przejechać. Choć kawałek… Może jutro się odważę?

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na 6 lipca 2011r

  1. gosia pisze:

    Fajnie, że piszesz…
    Znalazłam coś – zobacz koniecznie!
    http://stw-rozsiane.probooks.pl/

Możliwość komentowania jest wyłączona.