28 czerwiec 2011

Coś nie mogę się odbić po ostatnim rzucie. Mijają dwa tygodnie, sterydy zeżarte a poprawa mizerna. Suczka w garażu płacze za panciem, a ja dalej do dupy i mojego rumaka dosiąść nie mogę. Jak rano myślę, że już troszku lepiej, to po południu krzywa w dół.

 Wczoraj byłem w Creatorze zaklepać kolejną porcję rehabilitacji. Ćwiczenia, wirówka wodna na nogi (Frania jak mówię), i miejscowe krio. Na normalną kriokomorę na razie nie ma szans. NFZ nie płaci i my biedaki możemy tylko nogami na materacu pofikać. Trudno.       I tak realizacja dopiero po wczasach. Pojechaliśmy też do Poradni Leczenia Bólu przy 1 PSK we Wrocławiu. Wciąż chodzi o moją przeczulicę. Jest to tak mocne, że czasem mam wrażenie, że gdybym znał, to stopami teksty Breilem mógłbym czytać. Kolejne specyfiki, po których samopoczucie wcale mi się nie poprawiło, a po przeczytaniu ulotek prawie się pochorowałem. Martin Luther King kiedyś powiedział – I have a dream… Ja też mam.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na 28 czerwiec 2011

  1. Afera pisze:

    Trzymaj się! W końcu musi Ci się polepszyć!

Możliwość komentowania jest wyłączona.