Wiosna 2011

Marzec  w tym roku chłodny. Zdrowotnie niewiele się zmieniło. Wciąż prę do przodu jak lodołamacz po Bajkale. Z początkiem marca kończyłem serię rehabilitacji w „Creatorze” na Lotniczej. Na szczęście bez wydarzeń.  Coś ostatnio nie mogę skończyć normalnie kriokomory. Przad samym końcem serii coś musi wypaść, i jedno albo dwa wejścia mi przepadają. 12 marca zrobiliśmy naszemu synusiowi w domu przyjęcie. Pierwsza w życiu zmiana kodu – jedynka z przodu. Zaczął dziesiąty rok. On jest najlepszym co mi w życiu wyszło.

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce jego sprawdzian sprzed paru miesięcy. Odpowiedź na pytanie „kim będziesz jak dorośniesz?”, spowodowała u mnie upadek twardziela. Chce być lekarzem i wynaleźć lek na chorobę taty… Za każdym razem jak to czytam to mam w gardle kamień i mokre oczy.

 Na 21 marca mam zaplanowane MRI głowy i rdzenia w wojskowym. Ciekawe co badanie pokaże?

Wynik MRI stwierdził poprawę w stosunku do poprzednich badań. To podnosi na duchu.

Od 1 kwietnia zacząłem nową pracę. Jestem szefem ochrony we wrocławskim oddziale firmy „MSU”. Zajęcie będę miał i nie będzie tyle czasu na głupie rozmyślania „czemu to ja, a nie ktoś inny” i takie tam pier… Do niczego dobrego to nie prowadzi. 

Pod koniec kwietnia, a dokładnie 24, w świąteczną Wielką Niedzielę znowu mnie „pozamiatało”. Nie wiedziałem, czy to rzut czy jakaś inna cholera. Przeczulica i zdrętwienie nóg zwiększyło się o 50-60 %. Postanowiłem przeczekać święta i wybadać co będzie później. Może przejdzie? Nie przeszło. W czwartek 28 zadzwoniłem do szpitala.                   Dr Mielcarek postanowił, że mam być u niego w szpitalu w sobotę i znowu spróbujemy Solumedrolu.

W międzyczasie jeszcze musiałem jechać do Katowic, na badania związane z moim zeszłorocznym zabiegiem CCSVI. Oczywiście wszystko w porządku, tylko dlaczego miałem rzuty? W końcu  operacja miała mnie przed nimi zabezpieczyć! Tak jak i Betaferon. I nic. Lekarz filozoficznie stwierdził. że jednemu pomoże a innemu nie. Ja jestem w grupie „innemu nie”. Na wycieczkę na górny śląsk zabrała mnie żonka. Ja za słaby byłem do lierownicy, a ona miała okazję odrobić praktyki pt. Jazda po autostradzie wte i wewte. Dała radę. Jestem z niej dumny.

W sobotę rano byłem już w szpitalu na Weigla i koło południa wsysałem w arterię pierwszy literek płynu z wkładką solumedrolu. Tym razem apartament 305. Mały i kameralny dwuosobowy pokoik bez TV ale z umywalką. Pierwsza noc solo w rezydencji, ale na drugą już w nocy dostałem współlokatora. Przez te parę dni co razem mieszkaliśmy, gość raczej spał, albo spał. 3 maja w państwowe święto za oknem szok. Śnieg sypał jak w grudniu. Widok był niesamowity. Spadło ze cztery centymetry, z na wieczór już ani śladu. Taki pikuś dla tych co majówkę sobie i grilla wymyślili. Przynajmniej było gdzie „napoje” schłodzić.    W środe o 13 już byłem w domu i rozpoczynałem kolejny raz powolne dźwiganie się po rzucie. Jestem kurde jak feniks co odradza się z popiołów. Gdybym mógł, to bym sobie  taką pikną dziarę z feniksem haratnął na lewej łopacie (albo półdupku). A co, nie wolno?

Zamiast tego na przeczulicę zacząłem zagryzać coś nowego. Amitryptylina. Niestety te cuksy działały na mnie źle. Większy niedowład, napięcie ścięgien i mięśni, ból głowy ogólne rozbicie jak po solidnym dzwonie samochodem i wewnętrzny niepokój, który trudno opisać i uderzenia gorąca. Doktor powiedział, żeby poczekać. Organizm musi się przyzwyczaić do leku, bo to mocna rzecz. Nic z tego. Było coraz gorzej. Wytrzymałem prawie dwa tygodnie i amitryptilina podzieliła los pozostałych prochów, które testowałem wcześniej. Sirdalud MR, Amizepina czy Efectin. Mój organizm na te leki nie idzie i tyle. Jeszcze nie sprawdzałem specyfiku Lyryca. Na nią też przyjdzie czas.

21maja stowarzyszenie SW Bikers razem z moją skromną osobą organizowało w okolicach Wrocka, Trzebnicy, Obornik Śląskich Drugi Rajd Motocyklowy Kocich Gór. Impreza się udała. Prawie 160 załóg wzięło udział i dobrze się bawiło. I o to w takich imprezach chodzi.

13 czerwca znowu poczułem się gorzej. Od rana męczy mnie straszna przeczulica i bolą mnie lędźwie. Nogi w bezruchu nagle zaczynają „tańczyć”. Nie wiem jak minie nocka. Od paru dni mam kłopoty ze snem i łykam cuksy nasenne. Cholera mam nadzieję, że to nie następny rzut. Trochę częstotliwość robi się zbyt duża. Jutro rano zobaczymy.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Wiosna 2011

  1. MELISSA pisze:

    Przyznam, ze im dluzej korzystam z netu to coraz bardziej boli mnie glowa i aby dbac o zdrowie powinnam pewnie zdecydowanie ukrocic meczenie oczu. Niemniej jednak czasami trafia sie na takie fajne posty i ponownie wciagnieta jestem na wiele godzin. Dziekuje autorowi za moj bol glowy 😉 Zeby tylko takie byly powody chorob. Do zobaczenie/przeczytania.

  2. Michał pisze:

    Cześć,
    teraz jest rok 2013, czyli jak dobrze widzę jakieś 3 lata po ccsvi? Z tego co rozumiem, co piszesz, z tym też jest loteria jakaś? U jednych pomaga u innych wcale patrząc na Twój przypadek osoby, która miała ten zabieg robiony.

    • McGyver pisze:

      Cześć. Mnie niestety nie pomogło. Odchudziło tylko portfel. Osobiście nie znam przypadku, któremu by to pomogło. Myślę, że kilku doktorom ludziska w desperacji, tacy jak ja, sfinansowali doktoraty, a może i profesury. Ja na szczęście nie byłem stentowany, i nie muszę jak inni biedacy, łykać jeszcze do końca życia prochów na rozrzedzenie krwi. Pozdrawiam i nie daj się temu cholernemu choróbsku.

Możliwość komentowania jest wyłączona.