Wiosna 2010

Po powrocie z Kamiennej Góry wszystkie siły starałem się skoncentrować na treningu. Rehabilitacja w „Creatorze” i ciągłe starania o powrót do normalności. Każdy dzień był inny, bo inaczej reagowałem na zmiany pogody i ciśnienia czy temperatury. Na szczęście nie nastrojem tylko sprawnością nóg i odczuwaniem przez nie bodźców. Stałem się METEOPATĄ. Równolegle zaczęliśmy starania o możliwość wzięcia udziału w nowej terapii polegającej na udrożnieniu żył szyjnych. Teoria mówiła, że u SM-owców bardzo często następuje zwężenie przepływu w żyłach odprowadzających krew z łepetyny. Ta krew zbiera się tworząc bajorka i powoduje degrengoladę osłonek mielinowych na komórkach nerwowych w mózgu. Ta metoda to CCSVI (nie mam pojęcia co to znaczy). Wypełniłem odpowiednie dokumenty i zacząłem oczekiwanie mając nadzieję, że skroją mnie jeszcze w tym roku. Lista oczekujących była bardzo długa. Operowanych było kilkanaście osób tygodniowo, a nas w Polsce jesi raptem tylko jakieś 60 tysięcy więc trochę im zejdzie zanim do mnie kolejka dojdzie.

Równolegle rozpocząłem terapię akupunkturą u M. Brzozowskiego we Wrocławiu. Przesympatyczny gość w moim wieku, ale z wielkim doświadczeniem. Po jego szpileczkach czułem się psychicznie lepiej. Do tego masaże u Piotrka Boratyńskiego, który jako terapeuta naprawdę zna się na rzeczy.

Żeby nie było zbyt pięknie pod koniec marca przywlekła się piękna neuralgia. Zapalenie nerwu trójdzielnego po prawej stronie. Spowodowało to pokurczenie prawej strony mojej i pięknej i przystojnej fizis :-). do tego prawa ręka też straciła dużo władzy. Pismo jak kura pazurem, albo gorzej… Opadła mi powieka, usta i policzek. Normalnie horror. Moja neurolog p.Toporowska przepisała mi Cocarboxylazę w zastrzykach i po dwóch seriach – 20 bolesnych urządleń w tyłek – powoli zaczęło przechodzić. U p. dr. Toporowskiej meldowalem się co miesiąc. Po poradę i kolejne zwolnienie do pracy. Fantastyczna osoba. Rozumiała mnie i wiele mi pomogła.

„Normalne” życie płynęło przeplatane zabiegami  i nadlatującymi extrasami . Ledwie zwalczyłem  neuralgię pojawiły niewiadomo skąd dziwne skurcze. Poprostu czułem przez skórę że coś niedobrego się zaraz się stanie i po chwili lewą stronę ciała ogarniał skurcz. Przekrzywiał mi głowę, podwijał ramię i nogę. Najlepiej było wtedy się położyć i czekać aż puści. Atak trwał jakieś 15-20 sekund i mijał bez śladu.  Cholerstwo powtarzało się przez jakieś dwa tygodnie i kiedy zrobiłem EEG przestało. Przestraszyło się i sp…. Czułem ulgę. Jak mnie powalało w domu to pikuś, ale kilka razy poskładało mnie na ulicy, na zakupach. Trzymałem się czegokolwiek – słupa, parkanu i cierpiąc czekałem aż przejdzie. Mam nadzieję, że już nigdy nie wróci, bo co jak mnie zepnie w samochodzie? A na moturze? Strach pomyśleć. A moturu nie odpuszczę.

Nadszedł maj. Piękny miesiąc. Wydarzyło się w maju kilka fajnych rzeczy. Najpierw razem z moim kochaniem, mamą i teściówką postanowiłem pospacerować po parku u mnie obok osiedla. Ale to nie taki zwykły spacer. Kobitki już od dawna trzaskały kilometry codzennie oddając się nowemu hobby a mianowicie Nordic Walking`owi. Też i mnie do tego namówiły. Łąka ma w obwodzie z kilometr. I dałem radę trzasnąć kółko. (Turbo Dymo Man mnie zawstydził i dziewczyny w tym czasie zrobiły chyba ze trzy). Ale było to osiągnięcie, bo ja wciąż mam zdrętwiałe nogi. 8 maja moje Stowarzyszenie SW Bikers zorganizowało Pierwszy Motocyklowy Rajd Kocich Gór. Fantastyczna moto impreza. Świetnie się wszyscy bawili. Do niespodziewanych wydatków jeszcze doszła zmiana auta. Ukochana, zielona 106-tka po 15 latach poddała się i jej reanimacja była nieopłacalna. Zakupiliśmy ośmioletnią Corolkę kombi z automatem, żebym mógł nią też i ja jeździć. Dobry wybór.

O McGyver

Cześć. Jest styczeń 2017r. Na tą chwilę mam jeszcze 44 lata i od ponad siedmiu choruję na FSM (fucking sclerosis multiplex). Od ponad sześciu lat jestem emerytem-rencistą, jako że moja poprzednia firma czyli MSW postawiła na mnie krzyżyk. Mam wspaniałą rodzinę (żonę Renatę i 15-to letniego syna Maćka) dla których chce się żyć. Mogę zaktualizować profil. Jest luty 2020, a ja mam jeszcze 48 wiosen. FSM jest ze mną już ponad 10 lat, a rencistą-emerytem jestem od 9. Renia wciąż mnie wspiera, a Maciek to już prawie 19-letni młody mężczyzna :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Wiosna 2010

  1. Asica (od Afery) pisze:

    Gratulacje Piotr!! Idzie Ci pisanie tego bloga… o rzeczach na pewno dla Ciebie niezbyt łatwych, ale chyba już oswojonych. Życzymy Ci duuuużo zdrówka.

Możliwość komentowania jest wyłączona.